Jaśnie Pan kunsztu krawieckiego

Poszukiwania genealogiczne są specyficznymi poszukiwaniami historycznymi. Aby móc swobodnie poruszać się wśród znalezionych dokumentów, by móc je prawidłowo odczytywać, interpretować, a także weryfikować znalezione w nich informacje, trzeba znać tło historyczne. Jest to niezbędne, by móc wytłumaczyć chociażby taki zapis jaki znalazłem w pewnym akcie urodzenia: „Jaśnie Pan Wincenty Rogoziński kunsztu krawieckiego”. Wydaje się dziwne, szlachcic krawcem, a jednak takie były czasy i aby je zrozumieć, temu służyć ma poniższy tekst.

Stany społeczne

Monarchia stanowa trwała w Polsce przez XIV i XVw. W społeczeństwie wykształciły się 4 stany: duchowieństwo, rycerstwo-szlachta, mieszczaństwo i chłopi. Najważniejszym impulsem do wykształcenia się stanów było przyznawanie przez władców swobód całym grupom społecznym, a więc ludności miejskiej i wiejskiej w aktach lokacyjnych, a duchowieństwu i szlachcie w przywilejach. Najważniejsze z tych swobód obejmowały: zwolnienia lub ulgi podatkowe, odrębne dla każdego stanu sądownictwo, prawo do sprawowania władzy nad innymi grupami społecznymi oraz do udziału reprezentacji stanowej we władzy centralnej. W Polsce tylko w odniesieniu do dwu stanów w pełni określono przysługujące im prawa, duchowieństwu i szlachcie.

Podziały stanowe przez cały XIV i pierwszą połowę XVw. nie były jeszcze zbyt wyraźne. Dysponujący znaczną swobodą chłopi przenosili się do miast i kierowali swoich synów do stanu duchownego, uboższe rycerstwo żeniło się z mieszczkami i chłopkami, część szlachty osiadała także w miastach i zajmowała się handlem. Decydujące były różnice majątkowe, a rozwój gospodarczy oraz rozbudowa struktur administracji państwowej sprzyjały ruchliwości ludzi i tworzyły możliwości awansu społecznego. W późniejszych wiekach awans do wyższego stanu społecznego był bardzo utrudniony, zwłaszcza do stanu szlacheckiego. Stany duchowny i mieszczański pozostały otwarte.

Duchowieństwo – wyodrębniony stan obejmujący osoby sprawujące kult religijny.

Duchowieństwo jako odrębny stan społeczny wykształciło się najwcześniej. Podstawą jego odrębności były pełnione funkcje religijne. W pierwszej połowie XIIIw. duchowieństwo uzyskało prawo do własnego sądownictwa, wszyscy duchowni podlegali odtąd sądom kościelnym, w których obowiązywało prawo kanoniczne. Duchowieństwo było stanem bardzo silnie zróżnicowanym społecznie i majątkowo, a w jego uwarstwieniu odbijały się wszystkie nierówności społeczeństwa feudalnego. Do godności biskupów dochodzili synowie możnowładców i średniej szlachty, proboszczami wiejskich parafii zostawali często krewni właściciela wsi, a kler miejski rekrutował się spośród synów mieszczan. Od początku XVw. dostojnikami kościelnymi mogli zostać jedynie synowie szlacheccy lub ludzie obdarzeni tytułem uniwersyteckim.

Mieszczaństwo – stan społeczny składający się z obywateli miast, czyli osób wolnych, podlegających prawu miejskiemu.

U źródeł prawnego wyodrębnienia się ludności miejskiej leżały przywileje lokacyjne. Rozwój w XIII i XIVw. samorządu miejskiego sprzyjał rozciągnięciu prawa miejskiego na wszystkich mieszkańców, ale pełnię praw obywatelskich miasta, czyli dostęp do pełnienia urzędów miejskich i zasiadania we władzach miasta posiadała tylko nieznaczna część mieszczan, którzy status obywatela odziedziczyli po ojcu lub nabyli wraz z zakupem nieruchomości. Wszyscy mieszkańcy miasta cieszyli się wolnością osobistą. Ludność miejska dzieliła się na trzy warstwy:

  1. patrycjat – kupcy, monopolizował w swych rękach obsadę urzędów miejskich, jego przedstawiciele zasiadali najczęściej w najważniejszych instytucjach samorządu miejskiego, tj. radzie i sądzie (ława miejska), przechwytywali też większość dochodów miasta
  2. pospólstwo – samodzielni rzemieślnicy, frobni kupcy, handlarze posiadający obywatelstwo miejskie, słabsza pozycja materialna i znacznie mniejszy udział we władzach miejskich niż patrycjat
  3. plebs- stanowiła większość mieszkańców: czeladnicy, służba, robotnicy najemni, grupy marginesu społecznego.

Z mieszczaństwa najczęściej wyłączano rządzących się odrębnymi prawami i nie podlegających władzy rad miejskich Żydów, a także duchownych. Stopniowo wśród mieszczaństwa kształtowała się bogata warstwa, zajmująca się bankowością i zamorskim handlem, zrzeszona w gildiach i kompaniach handlowych, z powstaniem której wiąże się początek kapitalizmu.

Stan chłopski (kmiecie, chłopi, włościanie)

W XIII i XIVw. wytworzył się jednolity stan chłopski. Chłopi nie posiadali ziemi na własność, użytkowali dziedzicznie gospodarstwa których właścicielem był pan feudalny. Do stanu kmiecego zaliczano również uboższe grupy ludności wiejskiej, to jest zagrodników, posiadających niewielkie działki i bezrolnych pracujących jako najemnicy w majątku pana lub u bogatego chłopa. Chłopi posiadali wolność osobistą oraz prawo do dziedziczenia gospodarstw. Jednakże wzrost obowiązkowych obciążeń chłopów wobec swojego pana sprawił, że chłop faktycznie utracił wolność i zarówno on jak i jego rodzina zostali „przywiązani” do ziemi i jej właściciela. Dodatkowo szlachta wykorzystując swoją uprzywilejowaną pozycję w państwie, przeforsowała szereg aktów ograniczających prawa chłopów do swobodnego przemieszczania się. Chodziło o zatrzymanie na wsi jak największej ilości osób zdolnych do pracy. Sytuacja ta trwała aż do uwłaszczenia chłopów w XIX wieku.

Szlachta – uprzywilejowany stan społeczny w państwach typu feudalnego, powstały w XIII-XIVw., wywodzący się z rycerstwa.

Szlachta miała dziedziczne prawa i przywileje nadane przez panujących. Szlachcicem był ten kto urodził się w rodzinie szlacheckiej, posiadał pełne prawo własności ziemi, podlegał sądownictwu szlacheckiemu. Przywilejem jego było używanie herbu. W XIV i początkach XVw. nie był to jeszcze stan zamknięty. Przedstawiciele mieszczaństwa, a nawet wzbogaceni chłopi, mogli wejść w posiadanie kawałka ziemi i legalnie lub nielegalnie uzyskać prawa szlacheckie.

Szlachectwo przysługiwało „szlachetnie urodzonym”, czyli wywodzącym się od rodziców szlachciców (od 1505 r. przynajmniej ojciec musiał być szlachcicem). Przypadki nobilitacji (uszlachcenia) były rzadkie i bezustannie ograniczano ich liczbę kolejnymi procedurami formalnymi: zniesiono zasadę adopcji do stanu szlacheckiego (1633), odebrano królowi prawo nobilitacji na rzecz sejmu (1578). W XVII wieku pojawiło się pojęcie „skartabelatu”, czyli nobilitacji, gdzie równe prawa polityczne nabywało dopiero trzecie pokolenie uszlachconej rodziny (1654). Szlachectwo można także było utracić w wyniku infamii (utraty czci za ciężkie przestępstwa), adopcji nieszlachcica do herbu (od 1633) i zajmowania się kramarstwem lub szynkarstwem (zajęciami niegodnymi szlachcica).

Stan szlachecki w Polsce był wyjątkowo liczny, obejmował około 10% ludności. Formalnie i prawnie nie istniało w Polsce rozróżnienie na szlachtę wyższą i niższą, różnice leżały jedynie w zamożności. Ustrój demokracji szlacheckiej zrównał nominalnie w prawach wszystkich szlachetnie urodzonych. Z czasem jednak i z napływem szlachty zagranicznej, zaczęło się pojawiać coraz głębsze zróżnicowanie ekonomiczne, wyodrębniły się rody arystokratyczne (ok. 5% szlachty), średnia szlachta (ok. 25%) i drobna szlachta (ok. 70%).

Szlachta zaściankowa, okoliczna, zagrodowa, szaraczkowa, chodaczkowa – to nazwy drobnej szlachty. Ubożejąca część szlachty z racji urodzenia nadal była wolna od osobistego podatku i poboru rekruta. Zamieszkiwała zaścianki lub tzw. okolice. Nazw tych używano historycznie dla odróżnienia siedlisk szlacheckich od chłopskich, które były zlokalizowane we wsiach. W wyniku wielokrotnych działów spadkowych pierwotnego majątku dochodziło do jego silnego rozdrobnienia. Drobna szlachta nie posiadała także poddanych i utrzymywała się z własnej pracy na roli. Jej „panowanie” ograniczało się do własnej zagrody. Istniała też szlachta gołota – „szlachta dworska”, która całkowicie utraciła ziemię.

Proces rozdrabniania majątków szlacheckich prowadzący ostatecznie do powstania nie tylko szlachty zaściankowej (zagrodowej), ale również szlachty bezrolnej (gołoty), sprawiał pewną trudność w kwalifikowaniu takich osób do stanu szlacheckiego. Z jednej strony dana rodzina mogła być w okolicy znana od setek lat jako szlachecka, z drugiej mogli trafić się w niej „golcy”, czyli bardzo biedni szlachcice, albo pracujący na własnym gospodarstwie albo nawet będący wyrobnikami[1]. W takich przypadkach powstawała wątpliwość czy jest to szlachta czy nie?

Zapewne bywało różnie. Było rzeczą oczywistą, że szlachta odwieczna nie potrzebowała żadnych dokumentów zatwierdzających czy nadających szlachectwo, bowiem istotne było wzajemne uznawanie się za szlachtę wśród szlachty. Dlatego w okresie zubożenia szlachty, gdy wielu z nich straciło wszelkie zewnętrzne oznaki szlachectwa, istniała tak społeczność sąsiadów lub rodziny, która nadal uznawała ich za „swoich”. Bywało jednak i tak, że bogatsza szlachta miała „za nic” biednych szlacheckiego pochodzenia i traktowała ich prawie na równi z chłopami.

Powyższy problem nasilił się w okresie zaborów, gdy zaborcy sformułowali kryteria szlachectwa według własnego, politycznego uznania (obowiązek wylegitymowania się ze szlachectwa). Duża część biednej szlachty polskiej nie kwalifikowała się jako szlachta według kryteriów zaborców i utraciła wszelkie z tym związane przywileje. Jednak była to cały czas szlachta polska. Ważne było tutaj pochodzenie a nie majętność.

Proces rozmywania się określenia „szlachcic” był powodowany również historyczną utratą statusu i znaczenia szlachty, zwłaszcza w sferze gospodarczej, a w czasie zaborów również w sferze politycznej. O ile kilkaset lat temu istniały bardzo ostre ramy szlachectwa wyznaczone przez pochodzenie, tak od strony ojca szlachcica jak i matki szlachcianki oraz wykonywanego zawodu (trzeba było być ziemianinem i z tego utrzymywać się, wykluczone było paranie się handlem), to jednak z biegiem lat rygory te ulegały ciągłemu łagodzeniu, przez co straciły swą unikalność właściwą dla stanu szlacheckiego. Z jednej strony duża część szlachty zbliżyła się do chłopstwa, a z drugiej część chłopów była majętniejsza niż niejeden szlachcic. Dodatkowo w szeregi szlachty wprowadzano osoby z innych stanów społecznych (bogaci mieszczanie i fabrykanci) co również rozmywało granice szlachectwa.

Wszystkie te przemiany przebiegały oczywiście w szerokim kontekście wydarzeń polityczno-gospodarczych i były ich wynikiem. Wiek XVII i XVIII to okres wielu wojen toczonych na obszarze naszego kraju, i choć część z nich zakończyła się naszym militarnym zwycięstwem, to prawie wszystkie kończyły się dla naszego społeczeństwa i naszej gospodarki klęską.

Poniżej chciałbym zacytować tekst znaleziony w Internecie na stronie Janusza Stankiewicza, dotyczący problemu zubożenia szlachty i związanych z tym zjawisk społecznych.

{…

http://www.stankiewicz.e.pl

Wyrobnik ze szlacheckim nazwiskiem

Skłoniony mailem Pana Tomasza, w którym pisze

„…przejrzałem sporo metryk z XIX wieku […]. Cechuje je jedna prawidłowość – znika praktycznie z metryk określenie urodzony czy kmieć, a wszyscy zapisywani są jako rolnicy, komornicy czy różnej profesji rzemieślnicy. I tak ludzie noszący typowo szlacheckie nazwiska jak Czajkowski, Raczyński, Ligęza, Trepka, Sawicki, Kotarski, Lipieński, Molenda i wiele innych, zapisywani są jako rolnicy…”,

odnalazłem w nim wszystko to, co było także moim doświadczeniem, zaobserwowanym we własnych badaniach genealogicznych.

Próbowałem znaleźć na to pytanie odpowiedź, zresztą nie tylko w źródłach i opracowaniach historycznych, ale jednoznacznej odpowiedzi nie znalazłem – pewnie tak, jak samo życie jest czasem nieprzewidywalne, tak dla naszych pradziadów ich czasy były zmienne, pełne niepewności o jutro, a i samo życie wymagało wiele trudu i kończyło się im szybciej niż oczekiwali.

Ogromna ilość wojen, która przetaczała się po ziemiach Polski spowodowała, że mamy tak niewiele dokumentacji archiwalnej i z niej musimy „wycisnąć” wszystko to, co możemy się dowiedzieć, ale i tak o wielu zagadnieniach możemy albo domniemywać, albo li tylko je sobie wyobrazić.

Śledząc i czytając opisywane losy wcześniejszych nam pokoleń, nie znalazłem (a może raczej – jeszcze nie znalazłem…) żadnej szczegółowej historii pojedynczej osoby – no może jedynie opisy (zobacz na stronie http://www.stankiewicz.e.pl/index.php?kat=10=70) dotyczące wieku XVIII.

Przeczytajmy kilka interesujących nas fragmentów:

* Sosiński Jan – masztalerz – 15 XI 1787r.

…Rodem jestem ze wsi Suchożebry, dóbr szlacheckich, z parafii suchożrebskiej, o półtorej mili od miasta Siedlec sytuowanej. Lat mam blisko 30, religii katolickiej, kondycyi szlacheckiej, bez żadnej profesyi. Rodzice w dziecinnym wieku mnie odumarli, za życia bawili się rolnictwem w własnej posesyi. Po śmierci rodziców udałem się do krewnych, a najprzód u pana Podniesińskiego do wszelkiej domowej posługi lat 4, potem u niejakiego Gałeckiego do takowychże usług lat 3

* Pawłowski Jan – wyrobnik, tracz – 12 III 1788r.

…rodem jestem z Podlasia, ze wsi Wólki spod Drohiczyna, lat mam może 20, katolik, kondycyi szlacheckiej, rzemiosła żadnego nie umiem. Tu, w Warszawie, wyrobnictwem bawie się. Rodzice moi przed lat kilku pomarli; żyli także z wyrobnictwa. Ja zaś z młodości sługiwałem u chłopów do roboty wiejskiej

* Wysocki Józef – młynarz, mularz – 6 X 1788r.

…Rodziłem się w Warszawie, lat rachuję sobie 30, młodzian, religii katolickiej, kondycyi szlacheckiej, profesyi młynarz i mularz. Rodzice jeszcze żyją, ojciec bawi się ciesielstwem, przy którym ja zostaję

* Szpakowski Franciszek – chajdaj – 7 X 1789r.

…Rodem jestem ze wsi Szpaków, religii katolickiej, lat mam 45. Rodzice moi już nie żyją, kondycyi ślacheckiej, profesyi kuśmierskiej. Od urodzenia mego do lat 15 byłem przy rodzicach, po tym udałem się do stryja, u którego byłem lat 12. Po tym służbami się zabawiałem u różnych gospodarzów rolniczych przez lat 11.

„Wszelakie domowe posługi”, „wyrobnictwo, ciesielstwo, kuśnierstwo.. – czasem tylko takie zajęcia mogła znaleźć szlachta „gołota” – czy to wstyd? – przecież jakoś trzeba było przeżyć następny dzień – dobrze, że nie były to czyny występne, którymi zresztą także i wtedy „zajmowało się” duże grono szlachty…

Była to droga tylko w jedną stronę, nie było już z niej powrotu…

Przecież dziecko wyrobnika nie mogło już być szlachtą z ugruntowaną pozycją, a wśród innych najemników nawet nie bardzo było można chwalić się swoim szlacheckim pochodzeniem, bo to zakrawałoby na ironie, a pewnie i śmiech współpracowników na „służbie” (pozwolę sobie na pewne porównanie: – po co mam się dzisiaj chwalić dyplomem inżyniera, jak i tak pracy nie mogę znaleźć?)

Myśląc o losach mojej rodziny, a na tej bazie, także nad wieloma innymi losami ludzkimi, dochodzę do wniosku, ze w czasach wojen, gdzie przechodzące w okolicy wojska szwedzkie, rosyjskie, czy jeszcze inne, traktowały nasz kraj i jego zasoby materialne, jako zdobycz wojenną, pozostawiały za sobą tylko spaloną ziemię i doprowadzały do utraty fortuny niejedną rodzinę szlachecką.

Cóż zatem mój czy twój przodek, który stracił wszystko i ledwo zdołał jakoś wyjść cało ze „srogich terminów wojennych”, mógł począć ze sobą na obcej ziemi – rzucony i pozostawiony sam sobie?

Musiał zająć się wszelkimi rzeczami i profesjami, aby zdobyć kawałek chleba dla siebie i dla swojej rodziny. Nie miało najmniejszego znaczenia czy był szlachetnie urodzony, czy nie, bo np. nie miał w pobliżu – dzisiaj nazwalibyśmy to „plecami” – żadnego przyjaciela, który zaproponowałby mu jakąś godziwą „szlachecką” pracę. Zajmował się zatem wszystkim tym, co tylko było komukolwiek potrzebne (w niejaki sposób mamy dzisiaj zupełnie takie same kryteria odniesienia – oficjalnie nazwane mianem „bezrobocia”) i gdzie mógł w okolicy znaleźć jakieś zajęcie. Pamiętajmy, że dawniej nie było tak, jak dzisiaj – wtedy tylko wielkie rody szlacheckie w zasadzie miały stały punkt zaczepienia w postaci swoich majątków, reszta towarzystwa rzucana była w różne miejsca kraju, a to w poszukiwaniu chleba, a to za sprawą ucieczki przed najeźdźcą, a to jeszcze z powodu wędrówki wraz ze swoim „wielmożnym panem”, który dawał opiekę i strawę. Życie było jedną wielką tułaczką w poszukiwaniu lepszych warunków. Tych lepszych warunków z reguły nie znajdowano, a jak doszły jeszcze „odpowiednie” lata życia – np. osoba w wieku lat czterdziestu była uważana za starca (średnia długość życia w wiekach XVI-XVIII to ok. 40-45 lat !!!) – to zostawał na łasce ludzi, zajmując się żebractwem lub w lepszym przypadku – na łasce młodszych dzieci – dokończając żywota na zapiecku…

Pamiętajmy o tym, że historię nie tylko tworzyli Ci o których się pisze, ale także – w mniejszym, co prawda, oficjalnym zakresie – zwykli ludzie, którzy swoją pracą i troską o kolejne pokolenia, sprawili, ze jesteśmy na tym świecie…

Nie jest dzisiaj ważne, że penetrując zapisy metrykalne naszych pradziadów nie natknęliśmy się na zapis „urodzony” – to nie jest najważniejsze – ważne jest, że to ONI dali nam życie…

Na potwierdzenie moich wcześniejszych wywodów dotyczących procesu pauperyzacji szlachty, przytoczę fragment opisu Kornela Kozłowskiego (XIXw), który tak opowiada o zubożałej szlachcie:

„Dopóki szlachcic mógł utrzymać najdrobniejszą choćby f’ortunkę, póty trzymał się swojej szlacheckiej ambicyi, – skoro wypadki losowe lub nędza wygnały go z ostatniego kawałka ziemi, porzucał szlachectwo, szedł w służbę za parobka, a jego dzieci traciły wszelką pamięć dawnego pochodzenia. Mieszkając przez jakiś czas w okolicy, w której się jeszcze dosyć zaścianków utrzymało, widziałem tego liczne i codzienne prawie przykłady. Drobny szlachcic, żyjący w nędzy i ciemnocie, dopóki ma choć parę morgów własnej ziemi, zachowuje całą staroszlachecką ambicyę, która głosiła, że: „szlachcic na zagrodzie, równa się nawet wojewodzie”. Przyszedłszy do ostatniej nędzy, skoro już utrzymać swego kawałka roli nie może, wyprzedaje wszystko cokolwiek posiada, nie sieje, nie orze, wyprowadza ostatnie ziarno, ostatnią słomkę do ludzi, płot pali, dach ze stoły obdziera, i dopiero spuściznę swoją sprzedaje, zostawiając następcy tylko niebo i ziemię. Wówczas wynosi się gdzieś o parę mil na komorne, dopóki ostatnia potrzeba nie zmusi go wejść w służbę i tym sposobem nie przemieni go w chłopa. Nędza i ciemnota, w połączeniu ze szlachecką hardością, doprowadza biednych tych ludzi do zepsucia i występku, stosunkowo daleko częściej niż chłopów. Ogromna. masa szlachty tym sposobem przeszła w chłopów i z niemi się pomięszała; są w kraju okolice, niegdyś zaludnione prawie wyłącznie zaściankami, jak okolice Czerska i Góry – Kalwaryi, w których dziś nawet nie posłyszy o zagonowym szlachcicu. Gdzież są resztki albo wspomnienia, jakie szlacheckość w pieśni albo tradycyach powinna była pozostawić? – Spuścizna, jeżeli jaka była, powinna była przejść do ludu wiejskiego, i rzeczywiście przeszła, jak tego dowodzą szlacheckie pieśni i melodye, tu i ówdzie pomiędzy ludem powtarzane. Żyją wreszcie szczątki ostatnie tego społeczeństwa, czekając rychłej zagłady – i możemy przekonać się naocznie, że takowe w domowem pożyciu, w obyczajach, niczem się nie różnią od chłopstwa, niczego się nie nauczyły, ani też – prócz szlacheckiej ambicyi – niczego z przeszłości nie zapamiętały . Ludność ta wraz ze zbiedniałą wieśniaczą, przyjmując obowiązki i służbę u zamożniejszych gospodarzy i rzemieślników, gdziekolwiek takowa się nastręczy, przenosi się częstokroć do miast, i tu niemały także dostarcza kontyngens proletaryatowi miejskiemu.”

[1] Wyrobnik – osoba najmująca się do pracy dorywczo, często za dniówkę.